środa, 11 maja 2011

Wreny i inne Chyżwary

Nadal nie widziałam jeszcze na oczy pierwszego tomu "Strażników Veridianu". Może uda mi się go wycyganić na Targach Książki - są w tym tygodniu w Warszawie, w Pałacu Kultury, otwarte dla publiczności od 13 do 15 maja. Muszę się tam przejść przynajmniej w jeden z tych dni i zobaczyć, co ciekawego się dzieje - tym bardziej, że Targi są pod nowym zarządzaniem i ciekawa jestem, co z nimi zrobią.

Tłumaczę sobie dalej "Klucz" i idzie mi całkiem szybko, chociaż jest to jednak potężna kobyła - grubsza od poprzednich tomów. Z ciekawostek do podzielenia się z ogółem mogę za to podać coś z poprzedniego tomu, czyli "Mroku". Mianowicie - wreny. Co to jest angielskie wren to ja wiem bez zaglądania do słownika: strzyżyk. Czyli taki mały percyndel z bogatą zresztą mitologią (przynajmniej na Wyspach Brytyjskich). Co jednak zrobić w przypadku, kiedy w książce stworzenia nazywane wren (notabene - to liczba zarówno pojedyncza, jak i mnoga) w ogóle ptaków nie przypominają? Są generalnie mało sympatyczne, a z wyglądu najbliżej im do ożywionych gargulców. Czy zatem tłumaczyć je jako "strzyżyki"?

Prawdę mówiąc, pamiętam przypadek, który może się wydać podobny - chodzi o powieść science-fiction "Hyperion" Dana Simmonsa. Otóż występuje tam istota, która w oryginale nazywa się "Shrike", a z której tłumacz zrobił "Chyżwara". Shrike to dosłownie dzierzba i przypuszczam, że tłumaczowi po prostu z niczym się nie skojarzyła, więc uznał, że nie będzie pchał w polską wersję przypadkowego ptaszka. Problem polega na tym, że ptaszek przypadkowy nie był. Owszem, rzeczony Shrike to obca i bardzo dziwaczna istota, w niczym ptaka nieprzypominająca, ale... Dzierzby mają niemiły dla wrażliwych ludzi zwyczaj: kiedy złapią większego owada albo mniejszego gryzonia, nadziewają go sobie żywcem na kolec i zostawiają do późniejszego spożycia (ten kolec to zwykle tarnina albo głóg, a w naszych czasach - także drut kolczasty wokół pastwisk). I tę właśnie cechę (acz nie ma mowy o tarninie ani o myszach) dzielił z nimi książkowy Shrike - zatem uciekając od dzierzby, tłumacz utrupił fajną metaforę. Że ludzie by nie wiedzieli? Niech sobie sprawdzą. Ciocia Wikipedia nie gryzie, podobnie jak wujek Google.

Prawdę mówiąc, przez długie tygodnie głowiłam się, co mają "moje" wreny wspólnego ze strzyżykami. Nie znalazłam niczego, ale to dokładnie niczego. Przeszukałam też potencjalne znacznie slangowe - dowiedziałam się, że tym słowem niegdyś określano w Anglii towarzyszące armii prostytutki, ale później, w czasie pierwszej wojny światowej, miało też bardziej szlachetne znaczenie. "Wrens" to były członkinie Women's Royal Naval Service... OK, dobra. To dalej nie miało nic wspólnego z moimi wrenami. Zaczęłam pomału dochodzić do wniosku, że australijska skądinąd autorka po prostu sama wymyśliła to słowo (względnie wzięła je losowo ze słownika) i w ogóle nie zastanawiała się nad jego znaczeniem. Argumenty "za" są takie, że w samej książce żadna z postaci w żaden sposób nie komentuje nazwy tej rasy - chociaż, gdyby dziwaczna rasa potworów nazywała się tak samo, jak małe i sympatyczne ptaszki, to wypadałoby, żeby ktoś się tym faktem chociaż zdziwił.

Ostatecznie zatem postanowiłam zaryzykować i zostawiłam właśnie wreny - po polsku to się dobrze czyta i wiadomo, jak wymówić, a te "strzyżyki" z kolei by sprawiały, że czytelnik zachodziłby w głowę, co ma strzyżyk wspólnego z gargulcem. Co więcej, w jednym miejscu występuje to jako nazwisko - a John Wren brzmi lepiej niż John Strzyżyk. Czy to dobra decyzja? Licho wie. Pewnie ktoś z czytelników uzna, że nie wiedziałam, iż wren znaczy strzyżyk. Od razu mówię, że pchanie jakiegoś własnego słowa też nie miałoby tu specjalnego sensu. Co innego vulton - to są z kolei (takoż nieprzyjemne) ptaszyska faktycznie nieco sępowate, a słowo jest z pewnością wymysłem autorki. Zrobimy z tego "sępony", bo "sępiarz" ma już slangowe znaczenie i nie warto go przywoływać.

19 komentarzy:

  1. Witam,

    Trafiłem tu właśnie przez nieszczęsnego Chyżwara. Sama nazwa dzgała mnie w oczy od pierwszych stron książki a musze zaznaczyć, że jestem raptem w okolicach 50tej. Byłem bardzo ciekaw jakie było prawdziwe imie/nazwa owego bytu. Po przeczytaniu fragmentu o dzierzbie/shrike... tlumacz Simonsowej ksiązki wyląduje u mnie na tej samej czarnej liście gdzie króluje niepodzielnie Pan Łoziński (zaraza i klątwa na całe jego plemie) za "Mętlik", "Piaskala" i "Wolan" oraz Krzaty, Tajar i mase innych zbrodni przeciw nazwom własnym i imionom.

    Przykładem takiego złotego środka między zachowywaniem oryginalnych imion/nazw jest dla mnie tłumacz, który porwał się na Kroniki Malazańskie Stevena Eriksona. Bez stresu przetłumaczył imiona typu Whiskeyjack na Sójeczkę, jednak nie zdecydował się na zmianę "Nightchill" w Nocnochłodek i chwała mu za to.

    Fajny blog, keep up the good work i pozdrawiam

    Dahr.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, też trafiłem tutaj przez owego Chyżwara. Za mną już pierwszy tom cyklu Simmonsa. Przeczytałem go po polsku. Mi również nie dawał spokoju Chyżwar. Dlatego też drugi tom aktualnie czytam po angielsku. I oczywiście od razu sprawdziłem co też ów lub owa Shrike znaczy. Dzięki za ciekawostkę o zwyczajach dzierzby. Teraz faktycznie nabiera to większego sensu. A w sumie Dzierzba lub Dzierzb nie brzmi aż tak źle:) Kościół Dzierzby!

    OdpowiedzUsuń
  3. No pewnie, że trzeba było zostawić zrobić z niego Dzierzba (bo jednak jest stworem dość męskim) - nawet brzmi to podobnie kłująco

    OdpowiedzUsuń
  4. tez przez chyzwara :) dzierzba bylby znacznie fajniejszy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyżwar mnie natomiast skojarzył się z chyżo warzy czyli szybkowarem. Dzierzba lepsza, przecież gołąb jest w każdym kościele

    OdpowiedzUsuń
  6. Cześć wszystkim, również trafiłęm tutaj przez Pana Bólu (Chyżwara). Dzięki za wyjaśnienie słowa Shrike. Dzierzb - IMHO byłby lepszym tłumaczeniem. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Przez Chyżwara ;) Ale ogólnie tłumaczenie Hyperiona jest takie na dwa razy, parę rzeczy tłumaczowi umknęło. Książka za to - no ba! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. A moim zdaniem Chyżwar ma w sobie coś fajnego, również ze względu na chrzęszczącą wymowę. Poza tym szybko się poruszał, więc wszystko spójne. Moim zdaniem dobra robota tłumacza. Chciałabym jego samego o to spytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też się strasznie spodobało to imię, kiedy tylko je zobaczyłem. Ba! Zachęciło mnie nawet do czytania, bo aż tchnie tajemniczością. Imho Dzierzb/Dzierzba by się nie sprawdziło... Właśnie skończyłem sagę i nie wyobrażam sobie, żeby przez ok. 2000 stron przewijało się tak swojsko brzmiące słowo. Oryginalny "Shrike" ma w sobie pewną ostrość i agresję (brzmi jak połączenie słów shrill + spike albo sharp + strike). Dzierzba brzmi zbyt łagodnie i "ludowo" (jak dziergać + wierzba :P). Tylko zastanawiam się: skąd tłumaczowi się wziął akurat Chyżwar? Ma ktoś pomysł?

      Usuń
  9. Dzierzba Srokosz, pełna nazwa. Myszy to są małe gryzonie i Dzierzba nabija je na kolce. Mam w ogrodzie i mam zdjęcie takiej nadzianej myszy. Chyża Wojna ;) War to ukrop, coś co sprawia straszny ból. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Chyżwar dobry pomysł. Dzierzba zbyt swojska, choć oczywiście konotacje giną. Nawet gdyby urobić formę męskoosobową - np. Dzierzb, Dzierzban, Dzierzbar - nie brzmiałoby to zbyt dobrze jak na moje ucho.

    Chyżwar wziął się zapewne z kreatywności (pozytywnie przeze mnie ocenianej) tłumacza, związanej jedynie z brzmieniem tego słowa. Chyżwar brzmi szorstko... by nie rzec: kolczasto.

    OdpowiedzUsuń
  11. PS Pamięta ktoś jeszcze Dzierzbę z opowiadania Sapkowskiego "Mniejsze zło"? Nie bez kozery nosiła taki przydomek, choć aż tak wyraźnych jak u Simmonsa powiązań ze zwyczajami tego ptaszka nie było.
    Pozdravka

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, właśnie wychodzi nowe wydanie powieści o Hyperionie, wydawnictwa MAG. Co ciekawe, w tym nowym wydaniu żegnamy się z Chyżwarem, a zamiast niego będzie właśnie Dzierzba.
      Rzut oka na opis: http://www.mag.com.pl/ksiazka/222
      Można także zauważyć, że Intruzi już nie są intruzami, lecz Wygnańcami :)
      Szczerze mówiąc wcześniej nie znałem angielskiej nazwy Chyżwara, jednak dzisiaj po przeczytaniu Hyperiona i Upadku, wolę właśnie Chyżwara, niż Dzierzbę :p Kościół Dzierzby? Nieee :p

      Usuń
  13. Zaczęłam czytać Hyperiona w tłumaczeniu z Dzierzbą i wygnańcami, a końcówkę książki skończyłam z chyżwarem i intruzami. Dla mnie zostawienie nazwy dzierzba na plus, chociażby dlatego, że od razu można było sprawdzić powiązanie ptaszka z naszym potworem, a taki przecież był zamysł autora. Chyżwar z kolei brzmiał dziwnie polsko i przypadkowo, na początku myślałam że chodzi o "żniwiarza" :p ale to pewnie już przyzwyczajenie do pierwszego czytanego tłumaczenia.

    OdpowiedzUsuń
  14. Z tego co zasłyszałem od znajomego książkożercy (więc niestety nie mam źródeł potwierdzających tę wersję) słowo "chyżwar" jest archaizmem i regionalizmem z okolic bodaj mazur oznaczającym tyle co "dzierzba".

    OdpowiedzUsuń
  15. Mnie też zaciekawiło słowo Chyżwar. Do tego stopnia, że tu trafiłem. Po sprawdzeniu oryginalnego imienia tej postaci byłem dość zdziwiony tłumaczeniem. Dodam jeszcze w ramach ciekawostki że słowem Shrike był opisywany samolot FW-190 - dostał to imię w wersji niemieckiej - Würger. Anglicy przezwali ten samolot "butcher bird". Co z kolei donosi się od przytoczonych już zwyczajów dzierzb. Z tego powodu wolę Chyżwara niż dzierzbę czytając to drugie miałbym cały czas przed oczami samolot.

    OdpowiedzUsuń
  16. Jednym z gatunków dzierzby jest dzierzbal srokaty, innym - dzierzbal kreskowany. Nazwa "dzierzbal" funkcjonuje więc jako nazwa dwóch gatunków dzierzby.
    Wersja "dzierzbal" jest ze względu na rodzaj męski znacznie lepsza od żeńskiej "dzierzby". Właśnie tak można by nazwać istotę z powieści Simmonsa: Dzierzbal. Kościół Dzierzbala. Dla mnie dobrze brzmi, choć jeśli ktoś zna jakieś regionalne lub archaiczne nazwy tego ptaka, to proszę o umieszczenie stosownego wpisu z ewentualnym źródłem.
    Może też ktoś potwierdzi, czy "chyżwar" jest właśnie takim archaizmem lub regionalizmem...?

    OdpowiedzUsuń
  17. Wielce się cieszę, że przed Hyperionem czytałem "Mniejsze zło" Sapkowskiego. Być może właśnie dzięki temu ani przez chwilę nie przyszło mi do głowy, że nazwa "Dzierzba" może byś zbyt delikatna i w jakiś sposób nie pasować do istoty opisanej przez Simmonsa.

    Myślę, że czytając książki zagranicznych autorów warto jednak podjąć minimum wysiłku i spróbować spojrzeć na rzeczy (nie tylko w kontekście nazw) ich oczami, porzucając własne skojarzenia. ;)

    OdpowiedzUsuń